| |
|
|
|
.: Na Przełęcz pod Chłopkiem :.
|
|
We wrześniu 2003 przyszedł wreszcie czas na Przełęcz pod Chłopkiem, na której, wstyd się przyznać, byłem tylko raz i to ponad 10 lat temu. Szlak na Przełęcz pod Chłopkiem pozostaje jakby w cieniu sąsiedniego szlaku na Rysy i jest zawsze mniej zatłoczony. I trudno się dziwić - o Rysach słyszały nawet dzieci. Najwyższy punkt w Polsce przyciąga jak magnes. Jednak dla mnie numerem jeden w okolicy Morskiego Oka jest Chłopek.
Z parkingu na Palenicy wyszedłem o 8.05. Moim "ulubionym asfaltem" dotarłem do Morskiego Oka o 9.50. Schronisko o tej porze jest miłe, panuje turystyczna atmosfera, wycieczki docierają tu znacznie później. Pijąc herbatę rozglądałem się wkoło, a wzrok najczęściej wędrował ku Przełęczy pod Chłopkiem. Martwił mnie widoczny z dołu śnieg. Ze schroniska wyszedłem o 10.15, nad Czarnym Stawem byłem o 11.00. Pierwszy odcinek szlaku wiedzie wśród kosodrzewin do Mięguszowieckiego Kotła (Bańdziocha). Kolejny fragment to wspinaczka na Kazalnicę. Szlak wiedzie w terenie skalnym, miejscami nieco stromym i eksponowanym, po drodze jest kilka klamer. Choć cała dolina jest skąpana w słońcu to szlak od Bandziocha aż nieomal po wierzchołek Kazalnicy wiedzie w głębokim cieniu. Jest zimno. O 12.30 jestem na Kazalnicy - wreszcie słońce. Odpoczywam 10 minut, obserwuję dalszą drogę. Widzę turystów walczących na polach śnieżnych. W końcu wyruszam i ja. Szlak prowadzi wyraźnym zacięciem w kopule Mięgusza Czarnego.
|
|
O tej słynnej galeryjce nad Bańdziochem przez wiele lat pisano niestworzone rzeczy. Szlak został spopularyzowany jeszcze w XIX wieku przez Witkiewicza. Wejście na Przełęcz było dla turystów bardzo nobilitujące. W rzeczywistości owa galeryjka, w lecie przy pięknej pogodzie i suchej skale, nie nastręcza żadnych trudności, ale może być śmiertelnie niebezpieczna przy ośnieżeniu lub oblodzeniu. Kroniki TOPR odnotowały w tym miejscu wiele tragicznych wypadków.
Na szlaku utrzymuje się sporo śniegu, który spadł na początku września.
W pobliżu zakrętu, gdzie zacięcie zamienia się w rynnę pełną zmielonej skały, spotykam przewodnika prowadzącego kilka osób. Zamieniam z nim kilka słów. Byli na grani Mięguszy i schodzą już do schroniska. Aby nie wydarzył się jakiś głupi wypadek przewodnik asekuruje ich liną założoną przez blok. Schodzą powoli i uważnie. Ten dość niebezpieczny kawałek pokonałem stawiając stopy w głębokie jamy wydeptane w śniegu przez poprzedników. Leżący tam już od dwóch tygodni śnieg był bardzo zbity, a głębokie ślady czyniły szlak możliwym do przejścia (gdyby nie one - zawróciłbym). Na przełęcz wyszedłem o 13.10 i przesiedziałem tam do 14.00. Uderzający jest kontrast dwóch światów: północnych ścian Mięguszy (chłód i ciemność) ze słoneczną Doliną Mięguszowiecką. Żółtobrązowe trawy targa wiatr, a pomarszczona powierzchnia Hińczowych Stawów błyszczy w dole jak najprawdziwsze srebro. W końcu zbieram się do odejścia. Ośnieżone fragmenty szlaku pokonuję bardzo powoli i uważnie, po chwili koniec kłopotów, chwilę później dochodzę do wierzchołka Kazalnicy. Krótka przerwa na podziwianie widoków przeciąga się niepostrzeżenie do 15 minut. W schronisku znajduję się o 16.15 i po raz pierwszy od kilku dni mam okazję zjeść porządny obiad. Koło siedemnastej zbieram się do odejścia, Żabie Szczyty jaśnieją jeszcze w Słońcu, ale w dolinie jest już głęboki cień...
|
|
|