Do Waksmundzkiej Równi znaki
,
dalej do rozstaju w Dolinie Pańszycy znaki
,
krótki odcinek łącznikowy znaki
,
dalej do Przełęczy Krzyżne znaki
,
na Orlej Perci znaki
,
w zejściu Żlebem Kulczyńskiego znaki
,
w Koziej Dolince znaki
,
dalej aż do Murowańca znaki
,
droga w Dolinie Suchej Wody znaki
,
w końcu szosą do Toporowej Cyrhli bez znaków.
Budzik zadzwonił
o 5.25. Zrywam się i pędzę do okna. Jest dobrze, będzie pogoda.
O 5.50 zakładam plecak i wychodzę. Po dziesięciu minutach jestem już na
czerwonym szlaku z Cyrhli do Wodogrzmotów i dalej na Rysy.
Mijam zamkniętą o tej porze budkę i mimo szczerych chęci ;-)
nie mogę zapłacić za wstęp do TPN.
Józef Nyka w swoim przewodniku pisze: "szlak (do Psiej Trawki - przyp. mój)
przecina wspaniale rozwinięte moreny czołowe...". A ja muszę przyznać, że
tego odcinka szlaku nie lubię właśnie ze względu na tych
kilka niepotrzebnych podejść i zejść.
Na Psią Trawkę docieram o 7.00 i zatrzymuję się na kilka minut. Odchodząc
zauważam kilkuosobową grupę idącą drogą w stronę Murowańca.
Idę dalej czerwonym szlakiem w kierunku Waksmundzkiej Polany.
Las ma gęste zielone poszycie. Poprzez korony drzew
przedzierają się promienie słońca. Kilkakrotnie dobiega mnie odgłos
uciekających zwierząt. Dla wielu może to być zwykła ścieżka
przez las, a dla mnie to wspaniałe miejsce.
Wreszcie około 8.00 dochodzę północnego krańca Waksmundzkiej Polany.
Stoi tu żelazny krzyż ufundowany przez Maksymiliana Nowickiego w 1868 roku.
Miejsce to upodobał sobie pająk, a jego sieć pokrywają miniaturowe krople rosy.
Nie zauważam skrótu na południowy koniec polany, więc nie chcąc przedzierać
się przez mokre trawy, nadkładam drogi idąc aż do węzła szlaków na Waksmundzkiej Równi.
Odpoczywam, jem śniadanie, mija mnie trójka turystów. Skręcam na szlak zielony prowadzący
do Murowańca i idę nim aż do początku czarnego szlaku łącznikowego biegnącego
wgłąb doliny Pańszycy. Na skrzyżowaniu odpoczywam i nie mogę pojąć dlaczego
podany na tablicy czas dojścia do szlaku żółtego wynosi 45 minut.
Czarno znakowana ścieżka wznosi się łagodnie wśród kosodrzewin,
dopiero tu na dobre pojawia się palące słońce. Do szlaku żółtego dochodzę
w 15 minut. Na żółtym szlaku w zasięgu wzroku przede mną i za mną widzę
wszystkiego kilkanaście osób, zmierzających - podobnie jak ja - na Krzyżne.
Wychodząc o 6.00 spodziewałem się dojść na Krzyżne najdalej o 11.00, ale
rzeczywistość okazała się znacznie gorsza. W dokuczliwym słońcu, męcząc się
okrutnie na przełęcz wszedłem o 11.58.
Odcinek od Krzyżnego do Skrajnego Granatu jest (moim zdaniem) najpiękniejszą
częścią Orlej Perci. Początkowo nic nie zapowiada zbliżających
się trudności.
Pojawiają się one w długim łańcuchowym zejściu z Małej Buczynowej Turni do żlebu
opadającego spod Buczynowej Przełęczy. Dalej następuje trawers Wielkiej Buczynowej
Turni poprzez kilka skalnych żeber zakończony na Przełęczy Nowickiego (2105m),
która jest najniższym punktem grani. Również na tym odcinku jest kilka
ubezpieczonych przejść. Spotkałem tam słowackie małżeństwo z na oko siedmioletnim
synem. Maluch miał pas piersiowy, z dowiązaną liną, którą "z ręki" asekurował go
ojciec. Matka szła sama na końcu.
Między Przełęczą Nowickiego, a Skrajnym Granatem są dwa emocjonujące (dobrze
ubezpieczone) fragmenty wiodące po północnej stronie grani. Najbardziej lubię
fragment gdzie pod nogami gładkie strome płyty opadają w czeluść żlebu
(trawers Orlich Turniczek).
Jednak jeszcze przed tym trawersem znajduje się przełęcz Pościel Jasińskiego,
która osobie wędrującej w tym kierunku co ja,
pojawia się dość niespodziewanie zaraz po wyjściu z północnych ścian
Buczynowych Czub. Jest to bardzo miłe miejsce gdzie można wygodnie usiąść, jest
trochę trawy i widok na piękny, ubezpieczony łańcuchem, kominek w Orlej Baszcie.
Z kolei na końcu trawersu Orlich Turniczek zejście na głęboką Granacką
Przełęcz ułatwia stalowa drabinka. Wstyd się przyznać, ale końcowe podejście
z Granackiej Przełęczy na Skrajny Granat (ok. 80 metrów) pokonałem ciężko dysząc
z 3 albo 4 przystankami.
Na Skrajnym Granacie odpoczywałem nieco poniżej szczytu na skałach po północnej
stronie. Tam też sięgnąłem po skarb, który przez osiem godzin dwigałem na plecach:
dużą butelkę gazowanej wody mineralnej. Tego orzewienia nie da się opisać,
trzeba to przeżyć... (tego dnia zabrałem ze sobą 3 litry wody mineralnej, co okazało
się ilością prawie wystarczającą.
Między 14.20 a 15.00 przez wierzchołek Skrajnego Granatu przewinęło się wielu
umordowanych turystów, niektórzy z nich nie mieli już nic do picia. W nieziemskim
skwarze jedni zaklinali się głośno, że następnym razem wezmą więcej, inni marzyli
o piwie w Murowańcu, a inni o kąpieli w Czarnym Stawie.
Po opiciu wodą mineralną i dłuższym odpoczynku w cieniu pomaszerowałem dalej przez
Granaty i Czarne ściany. Cały ten odcinek jest najłatwiejszą częścią Orlej Perci,
na Granatach oprócz tzw. kroku przez szczelinę (ubezpieczenie) jest chyba
tylko jeszcze jedno (?) ubezpieczone miejsce. W Czarnych ścianach jedynym trudniejszym
miejscem jest dwudziestometrowy komin, którym opuszczamy się w kierunku
Żlebu Kulczyńskiego.
Uwaga: W Żlebie Kulczyńskiego Orla Perć zwraca się w górę do Przełączki nad
Dolinką Buczynową.
Ja jednak wybrałem zejście. Górne partie żlebu są łatwe, choć nieco uwagi wymagają
lune kamienie. W dolnej części klamry i łańcuchy umożliwiają przejście do sąsiedniej
Rysy Zaruskiego (uwaga: w zejściu należy bacznie obserwować przebieg szlaku)
i sprowadzają na piargi Dolinki Koziej.
W Dolince Koziej połączenie ze szlakiem zielonym z Zadniego Granatu, niżej z żółtym
z Koziej Przełęczy, jeszcze niżej z niebieskim z Zawratu. Każdym z nich z Orlej Perci
schodzą kolejni zmęczeni turyści. Nad Czarnym Stawem sielanka: ludzie leżą na trawie
w promieniach popołudniowego słońca. Około 18.00 schronisko wydało się mi oazą
na pustyni. Po herbacie wyruszam do domu. Po kolejnych dwóch godzinach zdejmuję wreszcie
buty - przygoda skończona. Zza ściany słychać "07 zgłoś się"...