Jak Jędrzej Para Jakuba Krauthofera do Pięciu Stawów prowadził...
Po drodze na Halę Gąsienicową Jakub Krauthofer i przewodnik Jędrzej Para
odpoczywali w szałasie i pytali o drogę do Pięciu Stawów. Baca odpowiedział im tak:
- Dyć to nie prec. Na odwiecerz dońdziecie do sałasa. Bier sie chłopce prosto
perciom ku Cornemu Stawu. Obeńdzies go od lewej strony. Hań jest chodnicek.
Wywiedzie cie w turnie ku takiemu malućkiemu plosu. Od tego plosa nie bier
sie na lewo, ba prosto źlebem ku górze. Widzi sie styrbno, ale przeńdziecie.
Ino pod samym wierchem jest je skałka, to jom przeńdzies lewom stronom.
Ze siodła dołu przestrono upłazem, a pote za owcymi perciami nad Wielgi Staw.
Przy kolebie bedziecie we trzy kwatery.
Zgodnie ze wskazówkami bacy dotarli aż do Zmarzłego Stawu, a tam droga na wprost
do Zawratowego Żlebu nie spodobała się Krauthoferowi, który namówił Parę do pójścia
w lewo i wejścia na łatwo dostępną Zmarzłą Przełęcz. Tak też zrobili. W pobliże
skalnego chłopka dotarli bez problemów, ale droga w dół nie przedstawiała się łatwo.
- Cosi tu nie fajnie - odezwał się Para.
- Spróbujmy tutaj - zaproponował Krauthofer, wskazując na skąpe skalne stopnie.
Pokonali parę metrów stromizny i doszli do trawiastej depresji. Para próbował dalej.
Nagle spod nogi usunęła mu się kępka trawy i przewodnik zawisł na rękach. Pobladły,
z trudem wydostał się na górę.
- Panie! Dalej nie puści!
- Co znaczy nie puści? Zrzućcie z pleców ten tobołek i jeszcze raz popróbujcie.
- Kiej go zdejmiem to jakoz go przytrzymiem? Omsknie sie dołu.
- Wiecie co, zrzućcie, to go po zejściu znajdziemy.
- Jako se fcecie, panie - powiedział Para. Bagaż zniknął z ich oczu, a wnet pokazał się
ponownie lecz tym razem rozłożony na czynniki pierwsze.
Mimo to Krauthofer upierał się, że można tam zejść i chciał spróbować. Nie pozwolił
na to Para mówiąc:
- Pockajcie, zezujem kierpce i jo pudem. Od tegom przewodnik.
I ta próba się nie udała. Próbował
jeszcze Krauthofer i spadłby gdyby Para w porę go nie złapał:
- Wdziewajcie panie buty i biercie sie hore - rozkazał
- A bagaż?
- Ani słowa! Niek go ślak trefi! Choćbyście mi drugie telo dopłacili
nie rusem sie dołu i wom nie zezwolem.
Wrócili na grań i tam dopiero Krauthofer poczuł jak drżą mu nogi.
- No, kwałaz Panu Jezusowi - powiedział z ulgą Para.
Najciekawsze jest jak tę przygodę opisał później Krauthofer:
"Poszedłem przez Magurę do Gąsienickich Stawów. Nieznający tę holę
przewodnik Jan Para chciał mnie przeprowadzić do Pięciu Stawów
przez Wirch, za którym kamienny chłop stoi (...) lecz tam o mało
obydwaj życia nie straciliśmy."
Konstanty Stecki "Gawędy o przewodnikach tatrzańskich" - fragmenty.